Mapa strony
 
0,49 zł/min z VAT
Wybierz region
do
Wyjazd od
zł/os.
do
Cena od
 
 
Znajdź swoje
dodaj wspomnienie
Dodaj wspomnienie!
Podziel się swoimi
wrażeniami
z wycieczki
Oceń
 
 
 
 
 
 
Średnia ocena
bardzo dobre
Pocztówka z wakacji...
autor: Paulina Hosajapaluina@wp.pl
dodane: 2001-09-04
termin-wycieczki: Lipiec 2001.
Kraków, Bratysława, Praga, Wiedeń w dziewięć dni.

Hm...brzmi jak kusząca bogatym programem oferta wakacyjnej wycieczki; imponująca możliwością zwiedzenia tak dużo w tak krótkim czasie a zarazem mogąca budzić wątpliwości co do skuteczności takiej 'hop-hop' turystyki. Zresztą zapewne słuszne wątpliwości. Ale kiedy podróżuje się na własną rękę, samemu w dowolny sposób organizując sobie dzień za dniem i dobierając spośród setek ciekawych miejsc-tylko te które naprawdę interesują, można w naprawdę efektywny sposób spędzić ten czas. Nierzadko z przygodami...

21 lipca,sobotni upalny poranek. Od samego początku nad nasza podróżą wisiało 'fatum' nieprzewidywalności. Nasz plan zakładał wycieczkę na trasie Praga-Bratysława-Wieden-Kraków. To pogoda pokrzyżowała nam plany; zalane i będące w tragicznej sytuacji okolice Wrocławia i całej południowo-zachodniej Polski uniemożliwiały przejazd. Zresztą w północnych Czechach ogłoszono stan powodziowy, zaalarmowana była Praga stanowiąca przecież pierwszy punkt naszego programu. Postanowiliśmy zacząć wszystko 'od tyłu'...

Będąc w Krakowie zaledwie jeden dzień, zdążyłam go poznać bardzo, bardzo pobieżnie i powierzchownie; na szczęście jest miastem które od pierwszego wrażenia da się pokochać i do którego koniecznie chce się wrócić, choćby po to by utwierdzić się w przekonaniu o najwyższej słuszności podwawelskiej maksymy: 'Ekstra Cracovian non est vita'. Moze lekką przesadą jest stwierdzenie, że poza Krakowem nie ma życia, ale...Krakowska Starówka nawet późnym wieczorem tętni życiem, może dlatego że cały rynek czynny jest 24 godziny na dobę, a knajpy i kawiarnie pełne są prawie non stop.

Kumuluje całą ludzką energię, której nośnikami są tłumy turystów przewijających się uliczkami miasta i przemieniając ją w niepowtarzalną atmosferę, swojską i kameralną a zarazem taką 'światową'. Kraków jest swoistym wakacyjnym tyglem kulturowym, wokół słychać godną wieży Babel mieszaninę języków z całego świata. Przepiękne stare, zabytkowe budowle; wąskie urokliwe uliczki którym rytm nadają niezliczone kafeje, puby, restauracyjki; rozbrzmiewające wokół dźwięki ulicznych grajków i śpiewaków; Rynek ze swoim umieszczonym w centralnym punkcie 'najstarszym domem handlowym ' w Polsce-Sukiennicami; a nad tym wszystkim imponujący Kościół Mariacki z którego wieży co godzinę płyną dźwięki Hejnału Mariackiego.

Na pewno dużą cześć owego klimatu miasta tworzy jego legenda jako miejsca nie dośc że tak istotnego historycznie, to przecież również artystycznie i kulturalnie. Wystarczy wspomnieć krakowskich noblistów: Szymborską i Miłosza, artystę-plastyka Andrzeja Mleczkę mającego swoją autorską galerię czy artystów słynnej wylęgarni sław 'Piwnicy pod Baranami', choćby Piotra Skrzyneckiego czy Grzegorza Turnaua. Europejska stolica kultury? Tu dzieje się mnóstwo. W krakowskim powietrzu unosi się zapach niezwykłości...od Starego Rynku po Wawel.

Przepiękny kompleks pałacowy wciąż budzi zachwyt w kolejnych pokoleniach wielonarodowych grup przybywających tam tłumnie turystów. No i baśniowy smok wawelski, którego sławę wykorzystano czyniąc go nieśmiertelnym, wciąż strzeże zamkowych murów groźnie zionąc ogniem na każdego przechodnia. O tym jakim zainteresowaniem cieszy się Wawel, świadczyć może istnienie dziennego limitu biletów na zwiedzanie, dlatego kolejki stoją już od rana. Hm...po mojej kilkugodzinnej przygodzie z Krakowem odczuwam niedosyt i pragnienie by tam wrócić raz jeszcze. Albo dwa, trzy razy...
Wyjazd z Krakowa w kierunku Zakopanego nie należy do łatwych i przyjemnych. Najniebezpieczniejsza w Polsce droga 'Zakopianka', bohaterka wszystkich radiowych serwisów drogowych, jest kręta i wąska a ruch na niej intensywny i szybki, chwilami obserwując nierozsądne zachowanie kierowców wcale się nie dziwiłam wysokim statystykom wypadków. Na szczęście nas ominęła wątpliwa przyjemność przejechania całej jej długości i skręciliśmy na granicę polsko-słowacką...a za nią zaczęła się dopiero prawdziwa przygoda w nowym, nieznanym miejscu.

Zanim dotarliśmy do miejsca przeznaczenia, jakim miała być Bratysława, przejeżdżaliśmy przez szereg uroczych górskich miasteczek malowniczo przycupniętych w górskich dolinach; mijaliśmy imponujące pięknem karpackie górskie krajobrazy, zatopione w zieleni, zapierające dech w piersiach. Próbowałam pstrykać zdjęcia, ale tak naprawdę nic oprócz pamięci nie jest w stanie uchwycić i utrwalić tego wszechobecnego piękna...Za to Bratysława nie porwała mnie. Co prawda wieczorny spacer po Starówce miał swój urok, było spokojnie i nastrojowo a słowackie piwo smakowało wyśmienicie...a jednak nie zdarzyło się nic co mogłoby skłonić mnie do zostania tam dłużej czy choćby wzbudzić we mnie chęć na powtórne odwiedziny tego miasta. W centrum stolica Słowacji prezentuje się dostatnio, ale już oddalenie się od niego nie pozostawia cienia wątpliwości że nie jest to bogate państwo.

My mieliśmy tę hm...okazję nocować w akademiku, w którym warunki nawet na nasze skromne wymagania, plasowały się sporo poniżej przeciętnego standardu. Było bardzo tanio, ale nawet niska cena nie była w stanie zrekompensować tego co zastaliśmy. 'Łazienka i toaleta w każdym pokoju' okazały się być wstrętnymi klitkami, obdrapanymi i jak przypuszczam, nie spełniającymi minimum sanitarnego. Same pokoje ograniczały się do raczej niezbyt czystych pomieszczeń a drzwi do nich zamykały się na słowo honoru...Wieczorem przy zgaszonym świetle dało się to przetrawić, ale jedna noc w zupełności nam wystarczyła i następnego dnia ruszyliśmy na podbój Wiednia.

Dystans 60 km dzielący Bratysławę od Wiednia pokonaliśmy prędko, ale dojazd do miejsca noclegu okazał się być szalenie trudny i czasochłonny. Poruszanie się po tak wielkiej metropolii stanowi nie lada wyzwanie. Trzygodzinne błądzenie po mieście zaowocowało w końcu odnalezieniem w miarę taniego i nieźle zlokalizowanego campingu. Od początku bardzo nam się tam spodobało; przemiła obsługa, dobrze zaopatrzony sklep, kantor, mała knajpka, dwa bardzo ładne i czyste (!) pawilony gdzie znajdowała się kuchnia i sanitariaty, do których nie można mieć żadnych zastrzeżeń. Prawdziwie wysoki standard aż bił po oczach. A cena...za dwie doby zapłaciliśmy ok.400 ATS, nie jest to super tanio, ale też standard i warunki życia w Austrii nie są przekładalne na nasze.

My byliśmy naprawdę zadowoleni. Jeszcze tego samego dnia wyruszyliśmy 'do miasta'. Zakochałam się od pierwszego wejrzenia! Wszystko było olbrzymie, imponujące, piękne... Początkowo czułam się jak mała dziewczynka, zagubiona w wielkim obcym mieście; zupełnie nieprzyzwyczajona do takiej monumentalności wszystkiego wokół, takich tłumów, takiego przepełnienia wielonarodową masą ludzi, takiej dynamiki. Z czasem przyzwyczaiłam się, ale nadal byłam pod wrażeniem. Wiedeń jest dość nietypową metropolia, są tam oczywiście bloki mieszkalne, ale przeważa stare, naznaczone historią wysokie budownictwo komunalne o pięknej architekturze; mnóstwo tu zabytków, rozległych parków i ogrodów, a wszystko jakby budowane bez umiaru, na olbrzymich przestrzeniach.

Obrastający w legendy Wiedeń jest pełen uroku...nie to za mało powiedziane, wszechobecnego czaru: światowa stolica muzyki, pod której sztandarami tworzyli Mozart, Strauss, Beethoven; kolebka modernizmu określana również mianem 'stacji doświadczalnej końca wieku', gdzie działał Freud, Schiele, Klimt, Wagner; miasto tak istotne historycznie: tu obradował wyznaczający kształt kolejnej epoki Kongres Wiedeński, tu przez jakiś czas mieszkał Napoleon. Dokładnie rzecz biorąc działo się to w pałacu Schonbrunn, nie bez kozery określanym mianem austriackiego Wersalu. Pełen przepychu, utrzymany w stylu rokokowym pałac i wytworny ogród z przepiękną, misternie rzeźbioną fontanną jest na pewno warty obejrzenia. Na pewno godnym zwiedzenia miejscem jest również Hofburg, kompleks barokowych zamkowych budynków, gdzie współcześnie mieszczą się biura prezydenta Austrii.

Na romantyczny spacer można wybrać się ogrodów Belvederu, dawnego pałacu letniego Eugeniusza Sabaudzkiego, dziś otoczonego zadbaną i porządnie zaaranżowaną zielenią; za dodatkową opłatą można zobaczyć ogrody alpejskie (?). Przemierzając handlowe uliczki centrum miasta, świecące pełnymi przepychu wystawami i najlepszymi współczesnymi markami, nie sposób przeoczyć zabytków minionych epok.

Nad miastem wznosi się pięknie zdobiona kopuła monumentalnej, gotyckiej Katedry Św.Stefana. Zaskoczyło mnie, że oprócz celów turystyczno-kontemplacyjnych pełni ona też rolę normalnej świątyni w której odprawiane są msze. W miejscu tak zachwycającym i przyciągającym wzrok coraz to nowymi detalami, niemożliwe wydaje mi się skoncentrowanie na modlitwie i duchowa odskocznia od wszystkiego co ziemskie. Zachwyca kolumna Morowa na Greben, pomnik 'barokowej pobożności'. Niedaleko centrum można odetchnąć od zamieszania miejskiego spacerując po dróżkach kameralnego Burggarten, znajdującego się na terenie dawnej baszty zamkowej. Tuż obok znajdują się dwa muzea: Muzeum Sztuk Pięknych gromadzące epokowe dzieła i Muzeum Przyrodnicze, zapewne oba ciekawe do zwiedzenia choć nie mogę ręczyć za to własnym doświadczeniem...

Swoistym ewenementem jest skrawek natury w bliskim sąsiedztwie śródmieścia: Prater wielki obszar zieleni, miejsce relaksu, sportu i spacerów Wiedeńczyków. Uliczkami przebiegają amatorzy joggingu, przejeżdżają rowerzyści i rolkowcy, spacerują całe rodziny... a w centrum tego wszystkiego Volksprater- wesołe miasteczko. Jest jeszcze jedno miejsce gdzie ciągną tłumy ciekawskich gapiów: Hundertwasser-Haus, zabawny budynek mieszkalny, epatujący kolorami i niespotykanym kształtem, brak tu prostych krawędzi czy równych płaszczyzn, cały jest jakby poskręcany. Jego oryginalna forma to bunt przeciwko wszelkim architektonicznym regułom i kanonom estetycznym. Mnie się bardzo spodobał.

Wiedeń w całym swym uroku ma dodatkowo piękne położenie: opada tarasowo w kierunku Dunaju, otoczony Laskiem Wiedeńskim z którego przyrodą, mimo całej swojej nowoczesności ,współistnieje. Zwróciłam uwagę na niebanalny i dość zaskakujący fakt, odnotowany przez wielu bywalców Wiednia, iż jest to bardzo bezpieczne miasto. Bez obawy pozostawiane w centrum miasta rowery muszą budzić zdziwienie w mieszkance kraju, gdzie o strach przyprawia pozostawienie roweru na parę minut przed sklepem...Równie bezstresowe wydaje się spacerowanie po zmroku uliczkami miasta, podczas gdy polskie zaułki pełne są niemiłych niespodzianek.

Z czego wynika to bezpieczeństwo? Taka kumulacja ludzi jest przeważnie jednocześnie kumulacją niebezpieczeństw, a w Wiedniu ta prawidłowość nabiera zupełnie nowego wymiaru. Nie zaskoczył mnie natomiast wysoki standard życia a co się z tym wiąże-wysokie ceny. Ograniczaliśmy się do swojego jedzenia, pozwalając sobie jedynie na zakup pieczywa i ...lodów, a i tak nieco przekraczało to możliwości naszego skromnego budżetu. Niestety nie stać nas było na poznanie jakże słynnego klimatu wiedeńskich knajpek, zasmakowanie kawy i tamtejszych delicji...ale wszystko przed nami.
Po trzech dniach opuściliśmy żywy, dynamiczny Wiedeń by udać się do kameralnej Pragi...Okazało się, że była to niewłaściwa kolejność, gdyż natężenie zachwytu mające rosnąć w wraz z kolejnymi kilometrami podróży, teraz troszkę spadło. Niestety po stolicy Austrii nic nie potrafiło mnie porwać aż tak...

Nocleg znaleźliśmy stosunkowo szybko, w domu studenckim o naprawdę przyzwoitym standardzie i niskich cenach, oscylujących w granicy 250 CZK. Swój 'deser' zaczęliśmy od najlepszego, od Starego Rynku który zaczarował nas niesamowitą atmosferą, kameralną i bardzo spokojną, wręcz nastrojową. Pięknie oświetlony, ożywiony mnóstwem ulicznych kafejek i kawiarenek a przede wszystkim wielojęzycznym gwarem ludzi spacerujących lub siedzących bezpośrednio na ziemi, skoncentrowanych w tym malowniczym centrum miasta. Pośrodku stoi pomnik Jana Husa, czeskiego reformatora religijnego spalonego na stosie za niepopularne, 'heretyckie' poglądy. U jego stóp spotykają się grupki młodych ludzi, popijających piwko i tak po prostu smakujących wspaniały klimat; my też dołączyliśmy do nich i przekonaliśmy się, że to najlepsze miejsce żeby chłonąć czar Pragi...

Podziwialiśmy przepiękny gotycki kościół Tyński z bliźniaczymi wieżami, starą świątynię husycką; imponujący ratusz staromiejski na którego wieży znajduje się zegar astronomiczny zwany Orlojem, będący prawdziwym arcydziełem rzemiosła i nie lada gratką dla turystów. O każdej pełnej godzinie zbierają się by oglądać małe widowisko: najpierw otwierają się dwa okienka, z których powoli wyrusza procesja dwunastu apostołów, potem pojawiają się inne postacie, Turek symbolizujący pożądliwość kiwa głową a Chciwość i Próżność przeglądają się w lustrze. Niby nic...ale zważywszy, że zostało to wykonane ponad pięćset lat temu trzeba przyznać, że imponujące.

Tego samego wieczora postanowiliśmy zobaczyć Josefov, żydowską dzielnicę Pragi. Na niewielkim obszarze zachowało się tutaj kilka synagog, stary ratusz i cmentarz, imponujący zbiór świeckich i religijnych przedmiotów żydowskich stanowi ewenement na skalę światową; zważywszy na destrukcyjny pod każdym względem Holocaust, dlaczego akurat w Pradze symbole żydowskości zostały oszczędzone? Okazało się, że ma to swoje logiczne wyjaśnienie. Otóż Hitler przekonany o stuprocentowej skuteczności Holocaustu, postanowił utworzyć w Pradze 'Muzeum Wymarłej Rasy' mające być świadectwem jej istnienia w przeszłości, takim...rezerwatem. Założenie Hitlera okazało się być sporo na wyrost, ale dzięki jego 'optymizmowi' turyści mogą dziś podziwiać przepiękne zabytki kultury żydowskiej. Niestety wstęp do wszystkich bożnic jest drogi, kosztuje 450 koron, dlatego mogłam je podziwiać tylko z zewnątrz.

Następnego pięknego, słonecznego dnia odbyliśmy obowiązkową wycieczkę na Hradczany, najsłynniejszy praski kompleks zabytków stanowiących przez ponad 1000 lat siedzibę królów czeskich, a dziś mieszczący w sobie rezydencję prezydenta Vaclava Havla. Bramy wejściowej na pierwszy dziedziniec zamkowy strzegą wartownicy, a w południe odbywa się uroczysta zmiana warty przy muzyce granej przez orkiestrę i ...tłumach zachwyconych turystów przepychających się i pstrykających zdjęcia z anielsko cierpliwymi strażnikami. Osobiście żenującym wydało mi się całe to widowisko, ale niewątpliwie stanowi to atrakcję turystyczną, zachęca do dalszego zwiedzania i wydawania pieniędzy.

A jest na co...Zamek, pałac królewski, katedra Św.Wita to przepiękne i naprawdę godne zobaczenia zabytki. Największy ruch panuje chyba jednak w Złotej Uliczce, zabudowanej uroczymi miniaturowymi kamieniczkami będącymi swoistymi kiermaszami rozmaitości, w których można kupić mnóstwo ślicznych pamiątek. Nazwa tego zakątka pochodzi od licznych tu jeszcze w ubiegłym stuleciu pracowni złotniczych. Podobno tutaj też najlepsi alchemicy poszukiwali formuły kamienia filozoficznego, który miał umożliwić zamianę metalu w złoto. Atmosferę Złotej Uliczki na równi z jej urodą, buduje więc też jej legenda. Na Hradczanach warto zobaczyć też kolorowe ogrody pałacowe, niestety nie robiące tak ogromnego wrażenia jak ogrody Schonnbrunnu ale...

Na popołudniowy spacer wybraliśmy się na most Karola. Przez ponad 400 lat był jedynym łączącym oba brzegi Wełtawy, dziś jest otwarty tylko dla pieszych, zresztą skwapliwie z tego korzystających, na moście jest nieustanny ruch. Spacerując można podziwiać malowniczy widok na Hradczany, szczególnie wieczorną porą pięknie oświetlone robią prawdziwie czarodziejskie wrażenie. Po obu stronach mostu swoje stragany rozstawili sprzedawcy pamiątek, artyści malujący portrety, trubadurzy i lalkarze; gwar i tłum zawsze irytujący, tutaj po prostu nieodzowny i stwarzający specyficzny 'swojski' klimat.

Niewątpliwie to jedno z ważniejszych miejsc Pragi. Warto odwiedzić również dzielnicę Nowe Miasto, z szerokimi alejami i placem Wacława. Jest to bowiem miejsce doniosłych wydarzeń historycznych: proklamacji Republiki Czeskiej w 1928 roku, wkroczenia wojsk radzieckich w 1968 i aksamitnej rewolucji w 1989 rozpoczynającej nową polityczną erę w dziejach Czech. Dziś to dość bogata dzielnica, powstały tu luksusowe hotele, ekskluzywne restauracje i eleganckie butiki.

Są też jednak i tanie miejsca. Nam udało się znaleźć bardzo sympatyczny bar mleczny, gdzie za niewielkie pieniążki można najeść się do syta i w dodatku tradycyjnymi czeskimi potrawami. Miałam przyjemność spróbować gulaszu z knedlami, któremu nie dałam rady...i napić się wyśmienitego piwka. Tak, czeskie piwo cieszy się zasłużoną sławą a kosztuje naprawdę niewiele. W praskich piwiarniach maksymalnie płaci się za kufel 50 koron, podczas gdy w naszych jest to normalna, bywa że minimalna cena. Miałam okazję spróbować kilku rodzajów, ale pozostałam wierna najbardziej popularnemu i chyba lubianemu Pilsnerowi. Nie omieszkałam przywieźć paru sztuk do domu, żeby smakować czeski specjał przywodzący na myśl tak miłe wspomnienia...Zakupiłam też inny słynny znakomity czeski alkohol Beherovkę, warto posmakować bo ma wyjątkowo specyficzny smak.Praga...malowniczo położona na siedmiu wzgórzach, przecięta wstęgą Wełtawy od lat oczarowuje turystów z całego świata. Stare, ale nigdy nie zniszczone miasto zachwyca stylowymi, zabytkowymi kamienicami; przyciąga niezwykłą urodą i atmosferą. Nie bez powodu uważana jest za jedną z piękniejszych stolic Europy i określana mianem jej klejnotu.Wiedeń...miasto-legenda, imponujący i szalenie dynamiczny kusi możliwością przeżycia czegoś nowego. Prawdziwie światowa stolica. Kraków...kulturalne centrum Polski, tętniące życiem w każdym tego słowa znaczeniu. Myślę, że warto zweryfikować popularne opinie dotyczące tego, co warto a czego nie warto zwiedzać...choćby po to, by przekonać się, że są słuszne. Bo czasem miliony ludzi jednak mają rację.

 
Wellness Chopok
Hotel **** HB
Cena: 659 zł
01.06 - 04.06
Patria
Hotel **** BB
Cena: 355 zł
28.04 - 01.05
forum SłOWACJA
FORUM [SłOWACJA]